machda
at ownlog '06
Link 26.05.2006 :: 13:47 Komentuj (4)
Slowem wstepu:
Od poczatku przyjazdu do Valencji chcialam pisac blog o nowo podbijanym swiecie. Choc to juz moj 3 pobyt w Hiszpanii i do wielu rzeczy tak sie juz przyzwyczailam ze nie zauwazam juz w nich egzotyki. Jestem juz tu prawie rok i pamietam jak pierwszego dnia po wyladowaniu nic mnie tu nie zdziwilo, slonce swiecilo, palmy powiewaly na wietrze, ludzie mowili nawet zrozumialym jezykiem...wszytko normalnie. Pierwsze zdziwienie przyszlo dnia nastepnego kiedy wyszlam przed praca do spozywczaka w celu zakupienia sniadania, i w tedy fakt przypomnialam sobie ze przeciez nie ma pospiechu, a sklep otworza o 9.15. MACHOS!: Tu nawet spozywczaki spia spokojnie!
Na szczescie z latwoscia przyswoilam sobie zwyczaj jedzenia w barze. jeden z przyjemniejszych zwyczajow do ktorych musialam sie przyzwyczaic.
Poki co zapraszam do relacji w ostatniego weekendu, a roczna cisze postaram sie rekompensowac na raty.


W weekend zapodalam sobie wycieczke po Andaluzji. Chcialam odwiedzic dawno nie widziane miejsca.Nawet sie troche opalilam, bo tam juz lato w pelni, poza tym nakarmilam sie pieknymi widokami. Pierwsze zdziwienie zgotowaly mi jaskinie w GUADIX, widac od kiedy staly sie modne ludzie siw wzieli za remonty, hotele, restauracje, az dziw uwierzyc ze jeszcze nie dawno bylo to osiedle biedy.


Potem juz blisko do Granady, ponoc najladniejsze miasto hiszpanii. Na pewno najbardziej stylowe, artystyczne.... taki nasz Krakow.



Alhambra- Nº1 pod wzgledem ruchu turystycznego. Najokazalsza pamiatka po czasach arabskich. Wg tradycji arabskich budowle mialy sie upodabniac do ludzi: to co najwspanialsze - widoczne od srodka.

Pozniej podnoze Sierra Nawada- Alpujarras y to co ja lubie najbardziej: klimat wsi i wioseczek, a jesli mowa o plueblos blancos to juz wogole! (wstawienia hiszpanskie specyjalnie dla Mirka!: zeby mogl praktykowac swoj hiszpanski)




Nawet udalo mi sie zagaic tubylca. Zaprosil mnie na chate w celu skosztowania poczestunku. Slowa:Vino y Jamon sprawiaja, ze nie trzeba mnie dlugo przekonywac.



a potem jescze wiele, wiele kilometrow w takich to okolicznosciach przyrody


Mam gadane, co nie Mirek? To dopiero poczatek!

Link 29.05.2006 :: 13:05 Komentuj (2)
Niedziele, jak wiekszosc niedziel, spedzilam w jaskiniach!
Nie mam jescze zdjec z wczoraj, ale powiesze kilka wstecznych, zebyscie mi pozazdroscili:

-uchachanej miny


-przygody


-widokow


-pofruwajacych nietoperkow


...i szczesliwych wyjsc na powierzchnie


Link 31.05.2006 :: 10:13 Komentuj (4)

                                     CAMINO SANTIAGO 15-25 Sierpnia 05

Co o Camino de Santiago wiedzieć należy!Po Rzymie i Mekce jest to najważniejszy szlak pielgrzymkowy kultu religijnego na świecie.Każdy ochotnik wyrusza z dowolnego miejsca wg. własnego uznania, przemieszcza się własnym tempem wg. własnych możliwości. Metody poruszania się są 3: pieszo, konno i rowerem. Minimalny dystans w celu uznania pielgrzymki to 100 km dla dwóch pierwszych pierwszych oraz 200 dla cyklistów. Szlaków jest wiele, a wszystkie zwieńczone są katedrą w Santiago de Compostella gdzie jak się uważa złożone jest ciało świetnego Jakuba apostola. Najpopularniejszy jest szlak wiodący z Francji, do którego odszczepiają się szlaki z całej Europy. Wzdłuż szlaków zainstalowane są schroniska dla pielgrzymów, oraz oznaczenia wskazujące drogę.

                                                     

Skąd zainteresowanie drogą św. Jakuba?Ludzie przybywali do Santiago z wielu powodów: jedni kierowali się chęcią przeżycia przygody, inni kontemplacją wśród cudownych panoram Galicji. Dla większości jednak jest to kwestia wiary. Głęboko wierzą, w cudowną moc św. Jakuba i w to, że wg. starych wierzeń odbycie pielgrzymki skraca o połowę pobyt w czyśćcu. Szczyt popularności miał miejsce w XII i XII wieku, w dzisiejszych czasach przeżywa renesans.

Symbolika.Nieodzownym atrybutem każdego wędrowca jest muszla, która w wiekach średnich miała służyć do czerpania wody. Suszona dynia w kształcie flakonu służyła jako pojemnik na wodę. Gadżety te były podwiązane na drewnianych wspierajkach - pradziadkach kijków teleskopowych. Mówię o nich z pewną pogardą, gdyż ułatwiając wędrówkę ich panowie nie mają pojęcia jak sprzykszne są dla piechurów próbujących ich wyprzedzić na szlaku. Już w średniowieczu pielgrzymi znali kaprysy klimatu północnej Hiszpanii i dlatego do dziś płaszcz jest koniecznością każdego pielgrzyma.

O tym jak prawda z mitem się spiera!Legenda na każdym etapie swego powstawania wnosi pewne sprzeczności. Zaczyna się już od niepotwierdzonego przez Biblie stwierdzenia, że po ukrzyżowaniu Chrystusa apostoł Jakub przybył do Hiszpanii, aby głosić słowo boże. Potem powrócił do Jerozolimy, gdzie już z cala pewnością został ścięty z polecenia Heroda. Legenda głosi, ze dwaj jego uczniowie przenieśli jego ciało do Jaffy, gdzie pojawiła się lodź kamienna bez żagli, która przewiozła ich do położonej o 20 km od Santiago miejscowości. Podróż miała trwać 7 dni. Ciało św. Jakuba zostało pochowano i przypomniano sobie o nim dopiero w 913 roku za sprawą pewnego pustelnika, którego gwiazdy zaprowadziły na wzgórze zwane od tej pory Compostella (z lać. gwiezdne pole). W czasach tych cały półwysep Iberyjski był pod władaniem Maurów, poza jednym królestwem Asturii, do którego należało Santiago. Gdy król przyjechał oddać cześć św. Jakubowi mianował go patronem walki z niewiernymi. Przez następnych 6 wieków Santiago – pogromca Maurów wziął udział w ok.40 bitwach. Taka rola może nie pasuje do skromnego rybaka, ale w niczym to nie przeszkadzało orędownikom wszelkich krucjat, którzy przedstawiali go jako rycerza na koniu, który jednym pociągnięciem długiego miecza odcina galowy całym hordom brodatych arabów.

Kości św. Jakuba zaginęły ponownie w 1700 roku, gdy schowano je przed Brytyjczykami. Odnaleziono je dopiero podczas prac budowlanych w 1879 roku. W rzeczywistości znaleziono 3 szkielety, które uznano za szczątki św. Jakuba i jego 2 uczniów. Jedynym problemem było określenie, który z szkieletów należy do apostola. W rozwiązaniu zagadki pomógł przypadek. Kościół Toskanii posiadał fragment czaszki Jakuba, który idealnie pasował do jednego ze szkieletów. Jego autentyczność potwierdził 1884r. papież Leon XIII a wizyta Jana Pawła II uwiarygodniła ta wersję.

Trasa: Leon – Santiago  300km w 9 dni

To, czego ze sobą nie zabrałam, choć powinnam.

  • Płaszcz przeciwdeszczowy – choć wiedziałam, że w Galicji panuje klimat londyński pomyślałam sobie: może nie będzie padać. Tym razem miałam więcej szczęścia niż rozumu. Nie padało
  • Latarka – przed wyjściem myślałam, że służy tylko do nocnego poruszania się po schronisku- obejdzie się pomyślałam. No i się obeszłam, ale szybko się przekonałam, ze żelazna zasada pielgrzymowania jest wstawanie przed wschodem słońca, żeby dotrzeć na miejsce spoczynku przed południowym upałem. Nie musze dodawać, ze szukanie strzałek w lesie, czy nawet na asfalcie jest z gola niemożliwe.
  • Pakując się uzmysłowiłam sobie, ze z Polski nie zabrałam żadnej rzeczy z długim rękawem. Płacąc za swoją głupotę udawałam ze wcale mi nie zimno, bo ja przecież z Północy jestem.

Za to wyjątkowo zabrałam ze sobą nuż sztućce i ściereczkę – dziwne, bo nigdy tego nie zabieram. Noża użyłam ze 2 razy reszty wcale z tej prostej przyczyny, że większość posiłków odbywałam w przydrożnych barach (miejscami licznie występujących a innym razem jak na lekarstwo) lub w schroniskowych kuchniach z reguły dobrze wyposażonych. Wyobrażałam sobie ze po drodze sklepy jak w Polsce we wsi w każdym domu- nic bardziej mylnego. Sklepów mało, a w niedziele nieczynne. A jeszcze mi wypadł długi weekend… 

Przemierzyłam tylko dwie prowincje, ale bezmiar wrażeń trudno będzie opisać.

W Loeon dominowaly pofaldowane i spalone sloncem krajobrazy

Przyjaznie nastawieni do pielgrzymow tubylcy. Na setnym kilometrze do Santiago w Sarii konczy sie spokojny klimat pielgrzymowania i zaczyna wyscig swiezo dojechanych turystow w klapeczkach.

Wiejska archiektura -kryte strzecha pazollas y nieco nowoczesniejsze juz lepianki  

Architektura miasta- najokazalsza na pewno jest katedra w Leon, ale niemniej popularny jest obiekt Gaudiego w Astardze

i wreszcie Galicja, podroz wsrod cudownie pachnacych lasow eukaliptusowych

Wsi i wioseczek: -z kamiennymi domami

 

-ze spacerujacymi po ulicy krowami:

 - z granitowymi kosciolami

- z fantazyjnymi horrami (choc czesto na dachu widac krzyz to wacale nie jest podworkowa kapliczka, ale budynkiem gospodarczym do suszenia kukurydzy)

i to samo w mniej powszechnej wersji :

I przerozne znaki wskazujace droge, odliczaja kilometry... juz coraz blizej!

Nagroda za przemiezona droge ma byc certyfikat odbytej pielgrzymki tzw. compostelana

 

Choc dla mnie najwieksza nagroda po odbyciu pielgrzymki, bylo zobaczenie podczas poludniowej mszy pilgrzym ogromnego kadzidla rozhustanego pod sklepieniem katedry rozsiewajacego swoj specyficzny zapach

Kto przejdzie raz ta droge, chce na szlak wracac co roku. Pewnie i ja sie wybiore!