machda
at ownlog '06
Link 14.08.2006 :: 11:03 Komentuj (3)
Nowe doscwiadczenie zyciowe! Obecnie ucze sie noszenia kilku talerzy na wyprostowanym ramieniu i sprytu kelnerskiego. Juz po tygodniu zorientowalam sie, ze To nie tylko ciezka fizyczna praca, ale takze wysilek intelektualny: krwisty stek, stek podpieczony, lody z kaczorem donaldem.....

Nie ma tego zlego....Wkoncu moge sie wygadac.

Najbardziej cieszy mnie to, ze mieszkam teraz w malym pueblo (zawsz chcialam tego sprobowac, o! w takiej o to kamienicy)



Juz pierwszego dnia jak wyszlam zwiedzic wies wszyscy wiedzieli o nowym przybyszu.



Ciasne uliczki, zdobione kamieniczki, widok na gory... no i przerwa w upalach co najwazniejsze




...ale Mirek wcale sie nie mylisz. O 10 kilometrow od mojej miejscowosci oddalone sa najladniejsze plaze Costa Blanca: Benidorm, Calpe...Przesliczne, skaliste plaze



Nistety nie napawa optymizmem rozwoj turystyki. Pieniadz przybysza sprawia, ze nie tylko nie przestrzega sie pasa litoralnego, ale zabudowuje sie absolutnie wszystko i jestesmy zmuszeni ogladac takie oto obrazki:


Ale dzis w moim pueblu zaczyna sie tygodniowa fiesta, mam nadzieje, ze nastepnym razem napisze cos bardziej optymistycznego.

Link 27.08.2006 :: 22:20 Komentuj (2)

Ze podroze ksztalca to jedno, a ze odwiedziny motywuja to swoja droga!

Przyjazd Anety i Moniki  zmotywowal mnie wreszcie do odwiedzenia od dawna pozadanej Cuenki

Nie tylko slynne podwieszone domy (casas colgadas), ale tez temperatura owej niedzieli zasluzyla na foto.

 

A potem spacer po skamienialym miescie (Ciudad Encantada). Zobaczylysmy most romanski, zakon, statki, foke i niedzwiedzia..., ale mialysmy tez spotkanie twarza w twarz z czlowiekiem pierwotnym.

Widac pierwotni znali juz ucieche bobslejow. Prawda dziewczyny ze po takiej frajdzie ciezko wrocic do pracy?! Monika, venga vamono, vamono!



Link 28.08.2006 :: 16:55 Komentuj (2)

 

W odpowiedzi na oburzenie moich jaskiniowych kolegow wieszam takze ich twarze. Mowia, ze zawsze wieszam kolegow z Polski, a ich mam w zapomnieniu. Nieprawda.

Alberto! a respuesta de tu reclamacion, pongo las fotos de uno de los domingos mas estupendos!

 

W ten weekend mielismy niezapomniana przygode z kanionem. O 3 w nocy wrocilismy do bazy, na szczescie cali i zdrowi. Nie mielismy jednak za duzo checi na robienie fotek. Szkoda bo wawoz byl naprawde fotogeniczny, tyle ze latem nie ma wystarczajacej ilosci wody zeby go przeskoczyc szybkim krokiem. Trzeba bedzie tam powrocic na jesieni.

Tymczasem powiesze zdjecia z przed 3 tygodni. Plan byl: caniony!, ale nie wzielismy go na serio. Nie zmienia to faktu, ze bylo bardzo sympatycznie.

Nie ziscilam jeszcze mojego marzenia o jodze na plazy o swicie, ale za to znam juz uczucie relaksu na podwieszonej nad kanionem skale. Que guay!

....potem kapiel w rzece gorskiej

Potem zwiedzanie puebla.

 Z ciekawostek: znalezlismy funkcjonujaca jeszcze pralnie zbiorowa. Nawet napotoczyla sie jakas babinka, zeby nam do zdjecia zapozowac.

No a po obiedzie trzeba znalezc miejsce na godny odpoczynek. Pod ruinami zamku, z widokiem na malowniczy kanion - calkiem udana sjesta!

   fotos by Alberto  www.espeleosister.com

Ta niedziela wyjatkowo spedzona byla w trybie light. Och gdyby nie te niedziele!.....



Link 31.08.2006 :: 16:59 Komentuj (2)

TOMA-TE TOMATE!

Wczoraj odbyla sie jedna z najznanszych fiest Hiszpanii. Tomatina w Buñol.

Pewnie jak co roku wysypalo sie tony pomidorow, i zjechalo sie 40 tys ludzi. A ludzie musze przyznac w dobrych humorkach i z pomyslami. Ot!  Przyklad.

Impreza zaczyna sie o 11, ale nie tak poprostu. Przecieciem wstazki jest rywalizacja o zdobycie jamona podwieszonego na palu wysokosci palmy. Mimo, ze dla utrudnienia pal byl wysmarowany jakims dziwnym smalcem, to i tak smialkow nie brakowalo.

 A kiedy petarda dala sygnal zdobycia jamona, wjechala pierwsza ciezarowka i pomidory zaczely galopowac w powietrzu.

Zabawy bylo po pachy! pomidory, woda i latajace koszulki. koszulki w przeciwienstwie do okularow byly zbedna czescia garderoby, wiec wymyslono im inne zastosowanie.

 Gdzies wyczytalam, ze "kto sie nie umie zabawic na tomatinie, nie ma juz dla niego ratunku". z przykroscia stwierdzam, ze naleze chyba do tej grupy.

 Ale chyba nie bylam sama. Temu koreanskiemu paparazzi tez chyba nie bylo do smiechu.

Jak juz odjechala 5 ciezarowka odetchnelam z ulga i wreszcie mi sie zaczelo podobac. Luzik, wszyscy tak samo brudni. Pod nogami ketchup....

Niektorzy zaczeli sie rozchodzic inni podstawiali sie pod spadajace zewszad kaskady wody. Ja zarzylam szlaufa w jednym z domow po drodze do samochodu. Chcialam stamtad zniknac jak najszybciej.